Tak się jakos złożyło, że blog prawie sam się zakończył na notce o pożegnaniu „Diabła”, czyli Leszka Drewniaka, ale ostatnio na klatce schodowej w bloku w którym mieszkam spotkałem Anioła, więc pomyślałem, że to jakiś znak i powinienem prowadzić go dalej.
Anioł stał spokojnie oparty o ścianę pod oknem w pobliżu windy, miał trochę ponad metr wysokości i trzymał wiolonczele, był wyrzeźbiony w brzozowym drewnie. Niby nic, ale komu zdarza się na co dzień spotykać Anioła nawet brzozowego na klatce schodowej?